Przypadkowy dzień z życia stewarda
2008-01-04 10:17:00
Drry,drry, drry… dzwoni budzik. 04:30 rano, pora wstawać. A wydawało mi się, że dopiero co kładłem się spać. Biegiem do łazienki, potem śniadanie i na lotnisko. Tam zapoznanie z załogą, krótki brifing i do samolotu. Dziś loty do Hiszpanii i Włoch. Lubię Hiszpanię, tam zawsze jest jakoś tak pogodniej a i pasażerowie są jacyś tacy lżejsi. Włosi za to już zawsze będą kojarzyć mi się z toną walizek, walizeczek, toreb i torebeczek. Zaskakujące jest ile rzeczy można mieć pozawieszane na szyi, ramionach i na rękach. Italianie są w tym mistrzami. Zobaczymy co przyniosą najbliższe godziny…

Kiedy wchodzę do samolotu z samego rana, zawsze wieje chłodem. Ubrany w płaszcz i rękawiczki wspólnie z resztą załogi sprawdzam czy wszystko jest w porządku. Potem przychodzi pora na pasażerów. Wchodzą i siadają ubrani po szyję. Spoglądam na nich z uśmiechem, bo wiem, że już za chwilę, będą narzekać, że jest za gorąco. Gdyż tak działa ogrzewanie w samolocie, najpierw cała kabina musi się nagrzać by można było zmniejszyc ogrzewanie. Więc tuż po starcie, wszyscy się wachlują i rozbierają i pytają, aby coś z tym zrobić. Za niespełna cztery minuty temperatura się normuję i pasażerowie są szczęśliwi niczym jak w raju. Wracam na swoją pozycję. Rozmawiam z koleżanką i nagle widzę młodą dziewczyną trzymającą worek wypełniony wymiocinami. Szybko szykujemy tzw. "woreczki chorobowe". Nieźle się zaczyna – pomyślałem. I wcale się nie pomyliłem, gdyż tego dnia takich akcji mieliśmy ze trzy. Na szczęście wszyscy mieli woreczki, zatem nie mieliśmy z tym żadnych problemów. Praca stewarda to przede wszystkim czuwanie nad bezpieczeństwem całego samolotu, załogi i pasażerów. Dochodzi do tego jeszcze pierwsza pomoc, gdyż w powietrzu jesteśmy zdani tylko na siebie i na nasze umiejętności. A dalej serwis posiłków i napojów oraz reszta innych obowiązków, których nie sposób od razu wymienić. W powrocie z Hiszpanii, przybiegła do mnie zdenerwowana kobieta. Zaczęła mówić, że jej mąż jej nie pamięta, i że chyba stracił pamięć. Okazało się, że jej mąż dostał amnezji. Cała załoga została postawiona na równe nogi. Uruchomiliśmy wszystkie procedury i pomogliśmy mężczyźnie, a po przylocie do bazy, czekała na niego już karetka i lekarz. Kolejne loty czekały mnie do Włoch. Czegóż można się było spodziewać? Oczywiście tony bagażu, których nie sposób upchnąć w lukach na pokładzie. Udało się, jesteśmy gotowi do startu. Włosi są bardzo mili i spokojni. Zatem ostatnie loty upływają w serdecznej atmosferze i bez większych utrudnień. Jest nawet czas na rozmowy z pozostała załogą i na chwilę wytchnienia. Ostatni lot obsługujemy z wielkim usmiechem, bo każdy cieszy się, że już praca zbliża się ku końcowi i wkrótce będzie się w domu. I tak się dzieję. Trzeba tylko dopełnić kilka formalności, zejść z powrotem na ziemię, wsiąść w samochód i powrócić do rzeczywistości…
MMS
EUROWIZJA.COM.PL
« Powrót do spisu aktualności
powiem Ci, że bardzo ciekawa praca!!!! ;) choć pewne sytuacje nie są do pozazdroszczenia:)
Pozdrawiam serdecznie